księga gości

2010
luty
2009
grudzień
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień

update
Czuję się jak w potrzasku. Generalnie.
Robię wewnętrzne porządki, weszłam w ich nowy etap - mam aktualnie lat szesnaście.
Robię też porządki zewnętrze, które na dzień dzisiejszy oznaczają udział w sprawie rozwodowej.
Mojej, rzecz jasna. 
Jest mi w związku z tymi porządkami permanentnie niedobrze. 
Poza tym marazm i ogólny bezruch, odrętwienie aż po mózg.
I w związku z tym też mi wciąż niedobrze.

Wybaczcie więc proszę, że więcej mam do przemilczenia, niż opowiadania.
________________________________________
krokodyle 2010-02-03 14:54:11 skomentuj (2)
co za dużo...
Przygotowania do świąt pełną parą, w końcu nasze pierwsze wspólne, więc zamieniam się w Bree Hodge - musi być perfekcyjnie. Atmosfera gorąca, mimo pierwszych tej zimy mrozów. Myślę, że Mu wszystko wynagrodzę, tym prezentem wymarzonym, wyszukanym, a wreszcie znalezionym przeze mnie na amazonie i zamówionym jako gwiazdkową niespodziankę. Ucieszy się - kocha tę płytę jak twierdzi - i wybaczy mi wówczas to napięcie i stresy, które po domu rozsiewam. Z całą pewnością.

Wracam wczoraj z pracy do domu, przechodząc przez salon widzę leżącą przy szafce ze sprzętem okładkę płyty. Podniosę - myślę sobie - co się będzie po podłodze walać. Po chwili trzymam w dłoni znajomą okładkę "The Night" Morphine, tę samą, którą wyjęłam wczoraj ze skrzynki na listy, a która aktualnie powinna leżeć głęboko ukryta przed oczami Kolegi. Ruszam więc do Niego, ze strasznym w głowie scenariuszem, że kupił ją sobie cudem jakimś właśnie dzisiaj, albo co gorsza natknął się na nią gdzieś w domu i to pewnie mniej niż bardziej przypadkiem.

- Skąd masz tę płytę? - pytam podejrzliwie.
- Od ciebie - słyszę w odpowiedzi, nie zauważając w niej zdziwienia i krew mnie zalewa na tę Jego bezczelność - nie dość, że przegrzebał mieszkanie to jeszcze mnie o tym informuje. 
- Tak? A kiedy ci ją dałam? - pytam, a oczy mrużą mi się niebezpiecznie.
- No... nie pamiętam. Na urodziny, czy imieniny... jakoś tak niedawno. A co? - zaczyna się śmiać - dostanę jeszcze jedną...???

No więc tak, jeszcze jedną dostaniesz, bo zapomniałam, że już Ci ją dałam. A poza tym kupimy specjalną szafkę na kolejne egzemplarze tego albumu, w końcu okazji nie zabraknie. 
Super - mówi - będziemy w ten sposób odliczać kolejne szczęśliwe lata razem.  I wiesz - dodaje - strasznie kocham tę płytę, co ją od ciebie dostałem, ups, dostanę, hm... jedno i drugie....
______________________________________
krokodyle 2009-12-19 19:40:22 skomentuj (8)
achievement
- You passed your test.
- Really?????!!!!

Zdałam egzamin na prawo jazdy. Dokładnie w ósmą miesięcznicę pamiętnej porażki z Malą Malone. Łezka się w oku kręci. Mój instruktor powiedział po ostatniej lekcji, że jeśli obleję, następne z nim jazdy mam gratis. To był brawurowy wyraz jego wiary we mnie, zakładam więc, że ucieszył się nie mniej niż ja.

Teraz tylko oczekiwanie na wyniki moich sobotnich egzaminów i koniec z przyswajaniem wiedzy koniecznej. W kolejce czeka ukochany francuski i chcę mieć wreszcie na niego przestrzeń.

Z nowości, dostałam propozycję pracy w Polsce. Nie jest broń bosze wymarzona, ale za to przyszłościowa. Z uwagi na tragiczna sytuację finansową, rozważam ją bardzo poważnie, tym bardziej, że do namysłu mam parę miesięcy. Poza tym social welfare na dwa tygodnie przed świętami zawiesił mi zasiłek, a szanse, że go odwiesi są raczej żadne. Zatem w ramach godzenia się z tym, że w tym roku ani choinki, ani prezentów, ani nawet kotletów nie będzie, kupiłam sobie za ostatnie pawie pieniążki winko i czczę swój najnowszy sukces. W końcu, pocieszam się jako nowonarodzona optymistka, nie wiadomo, co czeka za zakrętem.
_______________________________________
krokodyle 2009-12-10 20:54:17 skomentuj (5)
po miesiącu od ostatniego wpisu...
Na koncert Hey do Dublina jechaliśmy we mgle, wbijając wzrok w ledwo widoczne ośnieżone szczyty wzgórz. Ja, zmęczona kilkutygodniowym upychaniem w głowie zasad irlandzkiego prawa pracy, On, z cierpliwością napiętą do granic możliwości najcieńszej ze strun, znoszący miłosiernie moje odstresowe napady pesymizmu łamane przez złość i rozmarudzenie. O niebezpieczeństwie pozostawionym w Limerick przypominały mijane za oknami rozlane po polach rzeki i sterczące z nich jak groźby, porośnięte bluszczem drzewa. Ja zamartwiałam się trudami nadchodzącej dekady, On pocieszał mnie racjonalnie z wytrwałością Syzyfa i takąż skutecznością.

W Dublinie rozczarowała jedynie pogoda - zimno i wiatr, i lodowaty deszcz zacinający w poprzek, uniemożliwiające wędrówki po ulubionym mieście. Za to Hey wynagrodził wszystkie niepokoje, rozpędził troski i napełnił dobra energią na cały następny dzień. Półtorej godziny muzycznego pazura, szarpanie zmysłów i siła pompowana w ciało - to wszystko, czego oczekuję od muzyki na żywo, szczególnie, w wykonaniu ulubieńców. Po koncercie Czarna zabrała nas na nocną przejażdżkę w góry, do najwyżej położonego w Irlandii pubu - Johnnie Fox. Wypełniony po brzegi bawiącymi się ludźmi i irlandzką muzyką, przeniósł nas ten wiekowy, klimatyczny lokal w zupełnie inny wymiar - przy długich ławach, śpiewaliśmy ze wszystkimi lokalne szlagiery, zapominając o codzienności, pozostawionej gdzieś u podnóży Wicklow.

A codzienność? Czekała na nas w Limerick, z kolejnymi rozdziałami do nauki, z ironią typową dla każdego "trzeba" i nie zawsze miłymi niespodziankami. Zaczynam odliczać czas, to ostatnia prosta przed egzaminami. Rzeczywistość płata figle, staram się jej nie dawać. Niełatwe to, oj niełatwe. Jeszcze tylko dziesięć dni...

I to co wciąż gra mi w głowie, już pokochałam te płytę...

________________________________________
krokodyle 2009-12-01 02:06:10 skomentuj (1)
wpis bardzo pozytywny
Jest mi dobrze i zaczynam się do tego przyzwyczajać. Teraźniejszość przybrała odpowiednie parametry i zdumieniem napawa mnie fakt, że nawet huczące w portfelu wichry nie psują kompozycji i ubarwienia całości. Trochę jakby mój turkoczący wózeczek wskoczył wreszcie we właściwe koleiny.
Nie wiem doprawdy, ile czasu potrzebuję, by nazwać ten stan szczęściem, ale raczej jest bliżej niż dalej.

A mało piszę, bo zgryzota zdecydowanie bardziej twórczą jest.
_______________________________________
krokodyle 2009-10-29 16:01:35 skomentuj (7)
co usłyszał Gerwazy
- Muszę się zalogować na te "Ludki". Martwi mnie to twoje drugie życie. A ty masz przecież trzy życia!
- Trzy? Cztery! Ludki, Nadajemy, Farmville i Mafia Wars!
- No to chyba pięć, bo jeszcze to prawdziwe.
- A no tak, prawdziwe.... Zapomniałam...
________________________________________
krokodyle 2009-10-22 23:47:15 skomentuj (1)
co usłyszał Gerwazy
- Wiesz, to będą nasze pierwsze święta razem.
- Świetnie, dam ci 60 euro, żebyś wszystko ładnie przygotowała.
- Hę? Chyba się o zero pomyliłeś.
- 6 ci wystarczy? A nie mówiłem, że z ciebie prawdziwy skarb?
________________________________________
krokodyle 2009-10-07 19:05:20 skomentuj (2)
5 października 1990
Spotkałyśmy się wtedy po raz pierwszy (pamiętacie?).  Z Agą znałyśmy się wcześniej, choć dołączyła do nas później - ale i tak ta data w mej pamięci obejmuje i Ciebie. Trudno uwierzyć, że to już 19 lat. Wychodzi mi, że dłużej jesteśmy przyjaciółkami niż trwało moje życie bez Was. Od tamtego słabo oświetlonego pokoju piątkowych wieczorów, nad naszymi głowami przewaliły się burze, zmieniały się okliczności, scenografie i bohaterowie pozostałych planów, a my wciąż na scenie, wrosłyśmy w nią jak drzewa...

Dziewczyny moje kochane, mimo rozproszenia i płynących z niego ograniczeń, każde moje z Wami spotkanie przeczy czasowi i odległościom. Dzięki Wam za to, że choć czasem daleko, to jednak zawsze byłyście blisko przez te lata :)
Nie chcę sobie nawet wyobrażać, jak wyglądałoby moje życie, gdybym Was na swej drodze nie spotkała... 
_______________________________________
krokodyle 2009-10-05 14:19:44 skomentuj (3)
co usłyszał Gerwazy
- O, chyba sms-a dostalam!
- Nie, to coś mi w szczęce strzeliło.
________________________________________
krokodyle 2009-09-30 23:27:12 skomentuj (2)
babie lato
Daty, jeszcze więcej dat. Jak każdej jesieni, liczby znaczą więcej, powietrze niesie zapach nieuniknionego. Paradoksalnie mniej w tym roku strachów, jakby zmiany się już zapisały, jakbyśmy na nowe gromadzili siły. Analizuję wszystko co słyszę, próbuję nazywać wreszcie to co widzę. A widzę i słyszę, że pewne rzeczy są niezmienne. Wnioski? z jednej strony smutek, z drugiej ulga, że chyba jednak zyskałam dwa lata.

Sesje z Frances nabierają tempa. Opór słabnie, chętniej i więcej wkładam pracy w te wtorki, by dostać więcej siebie. Już nie kroczę powoli, każde spotkanie to skok w nadprzestrzeń - mierzymy celnie i uderzamy w sedno - sukcesywnie tkam nową mapę siebie jak gobelin i oglądam ją z rosnącym zadowoleniem. Splot uczuć, myśli, okoliczności - we wszystkich odcieniach, z pomocą aniołów, które powróciły. Nić jeszcze wiotka, delikatna, ale wzór zdecydowany, a wiązania mocne.

Jesiennie i Pearl Jamowo. Nowa płyta tak bardzo na czas. Czas tak bardzo na nowe. Nowe kasztany i liści barwnych więcej niż zazwyczaj. Nowe - dobre wiadomości, nowe w niektórych smutki. Nowe wyzwania, terminy. Nowe rocznice, zdjecia i wspomnienia. Nowe daty.
Każdy dzień to nowy terminal. 
W każdym dzisiaj wiecej jutra niż przeszłości.
________________________________________
krokodyle 2009-09-29 23:39:09 skomentuj (0)
powrót
Tydzień w Łodzi minął jak z bicza strzelił, ale gdyby mierzyć go intensywnością zdarzeń, spotkań, emocji, nasyciłby sobą i cały miesiąc. A jednak wszystko odbyło się bez nadmiernego pośpiechu, napięć, bez najmniejszego nawet zgrzytu i ta płynność z jaką godziny następowały po sobie uczyniła z mojej wizyty w Polsce najbardziej relasujące wakacje, jakie spędziłam w naszym kraju w całej ostatniej pięciolatce. Zawdzięczam to Wam wszystkim, którzy mieliście chęć i czas się ze mną spotkać, Waszej serdeczności i gościnności, i nieocenionym staraniom, by uczynić moje plany realnymi. I za to wszystko gorąco i z całego serca Wam dziękuję :-) I choć pozostał niedosyt, bo z różnych względów nie wszystko udało się zrealizować, to wyjazd ten zapisał się jako numer jeden w klasyfikacji pobytów w Łodzi i tylko kolejne mogą to zmienić.

Tak jak pełna życzliwości przyjaźń żegnała mnie w Łodzi, tak w domu witało wszystko to, do czego się tęskni, do czego chce się wracać. Same dobre niespodzianki, radośnie informujące, jak wyczekiwana byłam. Nagroda za moją tęsknotę, przypieczętowanie cudownego urlopu. I tak, jak smuciło mnie pożegnanie z Łodzią, tak cieszyłam się powrotem do domu.
Są chwile, kiedy dobrze jest wrócić.
Są ludzie, do których powrót to prawdziwa radość.
________________________________________
krokodyle 2009-09-18 14:19:11 skomentuj (2)
Kuracja
Prycham, kaszlę i generalnie jestem na zwolnieniu. Pochłaniam tony leków, wspomagam się medycyna naturalną, a zegar jak na złość to swoje nieustanne tik tak i czas płynie nieubłaganie. Do wyjazdu dwa dni, ja dopiero dzisiaj, po blisko tygodniu walki z megaprzeziębieniem czuję się lepiej. Być może pomogla wizyta u lekarza, który wykluczył stanowczo wszystko co poważne i chyba przekonał tym mój organizm do wzięcia się w garść. W każdym razie nie wiozę Wam świńskiej, ani żadnego innego cholerstwa, więc proszę nie szukać wymówek.

Tymczasem sprawdziłam prognozę pogody dla Limerick na najbliższe dziesięć dni i wszystko wskazuje na to, że będzie tu ciepło i uwaga - słonecznie oraz bezdeszczowo (wcale jedno nie wyklucza drugiego). Dla Łodzi boję się sprawdzić. Od czasu, kiedy parę lat temu słoneczny Limerick zamieniłam na deszczową Barcelonę, wiem, że mam w kwestii aury pecha. Pozostawiam więc sobie złudzenia.
Tak czy owak nadchodzę i wygląda na to, że nic mnie nie powstrzyma.
________________________________________
krokodyle 2009-09-08 09:50:30 skomentuj (1)
jesień
Przepraszam fiolety, szarości i brązy, i wyciągam je z najdalszych zakamarków szafy. Niewyszalane fatałaszki odwieszam smutne w miejsce pulowerków, kurtek i żakietów. Coroczna nadzieja na długie ciepłe lato i tym razem pozostaje nadzieją. Zakwitnie na nowo w następnym maju, bo to stosowny do tego miesiąc.

Tymczasem rozpoczynam sezon grzewczy, zapoznając się ze skomplikowanym systemem obsługi naszego gazowego pieca. Jednoczesnie gnam do Lidla zakupić za grosze urządzenie cieplne stopy masujące i przeglądam katalogi w poszukiwaniu elektrycznych koców oraz piżam - śpiochów, takich co to zmarznąć się w nich nawet na Syberii nie da. 

I plany robię na wypad jesienny, który już za tydzień. Kalendarz puchnie niebezpiecznie, portfel do łez się zaśmiewa, a ja naiwnie wierzę w okruchy lata na łódzkich ulicach, resztki ze słonecznej uczty, którą już wszyscy się nasyciliście.
I czekam każdego spotkania, i tęsknię, i coraz bardziej się cieszę.
________________________________________
krokodyle 2009-09-03 18:06:57 skomentuj (2)
co usłyszał Gerwazy
- Would you please ring Ryszard and tell him there is pump to be fixed in house number four? I think it's an electrical problem.
- And he's an electrician?
- Noooo... He's Polish!
________________________________________
krokodyle 2009-08-27 10:56:04 skomentuj (4)
woda
Rzeka pełna wody... widzę ją, gdy wędruję do pracy, lekko, po dobrym, słonecznym przebudzeniu... 
Myślę o ostatnich pięciu latach, o każdym kolejnym sierpniu. O tym, jak życie może się zmienić nieprzewidzianie, w ciągu zaledwie paru jesieni.

Rzeka pełna wody... ocean wpływa do miasta...
Znów się umiejscawiam, znów bardziej żyję tym co teraz, niż przeszłością, czy planami bez konspektu. Wiecej ludzi w moim życiu, więcej tlenu; uśmiech i słowa przyjazne. Nowy rytm i tempo, nowy wymiar. Nowa, odświeżająca energia.

Rzeka pełna wody... łagodnie obmywa nabrzeże...
Wspólne chwile - dobre. Wspólne znów z wyboru, nie z konieczności. Słońce, ciepło i bliskość, której tak czasem brakuje. Śmiejemy się, a powietrze drży między naszymi twarzami. Poranki pełne światła mają zapach cappuccino. My niestrudzenie uczymy się siebie, jakbyśmy tworzyli muzykę.
Życie tak właśnie powinno wyglądać...
________________________________________
krokodyle 2009-08-25 15:51:18 skomentuj (2)
skinny cat
Powoli, pomaleńku przymierzam się do jaszczurki na skórze. Traf chciał, że grono znajomych powiększyło mi się o tatuażystę, więc plan jakby bardziej realny. Biegam więc sobie po sieci w poszukiwaniu wzoru, co by mnie swą jaszczurkowością zniewolił - a wybór szalony, muszę przyznać - i oto co obok gadzin najróżniejszych znajduję:


Z jaszczurką, co prawda TO ma wspólny jedynie ogon, ale urocze jest i jakoś z klimatem moim kompatybilne ;-)

P.S. Tojka, to z dedykacją dla Ciebie też jest, no wiesz - do kolekcji :-)
________________________________________
krokodyle 2009-08-19 16:05:01 skomentuj (7)
180°
Po dwóch tygodniach sielanki, wszystko wraca do normy, tylko jakby nadrabiając zaległości. Odważnie wiążę to z wyjazdem Poli - widać nie ma już przed kim udawć.
Cisza, cisza, cisza. Opluta wyciągnięta ręka.

Kolejną noc mam łóżko tylko dla siebie.
Zaczynam się przyzwyczajać.
________________________________________
krokodyle 2009-08-19 00:16:53 skomentuj (3)
co usłyszał Gerwazy
- Widziałaś, co on mi sprzedał? Te fajki są niedobre. One szkodzą mnie i mojemu otoczeniu oraz psują nasienie. Ech, z tymi Polakami. No nic, będę musiał je wymienić...
***
- Wiesz, A. powiedziała, że weźmie od nas te niezdrowe fajki. Jej płodność już niepotrzebna.
- Tak? A nam po co?
- No, nigdy nie wiadomo. Może przyjdzie niż demograficzny i będą płacić za dzieci?
_______________________________________
krokodyle 2009-08-13 22:16:38 skomentuj (1)
a-u-r-a bura
Kiedy tu przyjeżdżałam blisko 5 lat temu (!), nie przypuszczałam, że pogoda zajmie miejsce na podium w sprawach ważkich. Wiedziałam oczywiście, że na Wyspach to temat dyżurny, ale bardziej z tego drwiłam niż się śmiałam. I nigdy nie dałabym sobie wmówić, że zacznie ona rządzić moim życiem. Początkowo aura nie miała wielkiego znaczenia: padało - brałam parasol, świeciło słońce - wystawiałam do niego mordkę. Mawiano, że do deszczu można się tu przyzwyczaić, ja uważałam, że nie będzie takiej potrzeby. Nie przeszkadzał mi w ogóle. A jenak, po paru latach zaczęłam mieć go serdecznie dość i ostatecznie pozwoliłam aurze mieć zasadniczy wpływ na to jak się czuję, wyglądam i jak przebiega mój dzień. 

I tak na przykład zapragnęłam dla kondycji wrócić do porannych marszobiegów do pracy, ale tylko wtedy, gdy nie pada. Ile razy w ciągu ostatnich dwóch tygodni trenowałam? Dwa. W tyle dokładnie poranków mogłam zostawić samochód przed domem.

Zasadziłam koperek w doniczce, co by wzbogacić kuchenny zielnik o tę rzadką tutaj roślinkę i dziś powinna zacząć wyrastać ponad powierzchnię wilgotnej ziemi. Niestety, od momentu zasiania ani jeden słoneczny promyk nie zaszczycił doniczki swoją wizytą, podejrzewam więc, że już po nasionkach. Ogrodnik ze mnie żaden, więc ani tego nie sprawdzę, ani zainterweniuję. Powoli też żegnam się ze smaczną wizją kiełków rzodkiewki, które powinny już pokrywać grubym kłębiastym dywanem przygotowany talerzyk. Obawiam się, że wilgoć nie wystarczy do rozwoju - większość żywych istot potrzebuje też światła. 

Wreszcie liczne nasze wyprawy. Znów wylądowaliśmy nad oceanem i znów bacząc na poranne burasy za oknem nie zaopatrzyłam się w żaden sprzęt do pływania. A niedziela, choć pochmurna, okazała się dniem ciepłym i woda też miała zaskakująco przyjazną temperaturę. Plaża w Ballybunnion pełna była amatorów kąpieli, bo Irlandczycy są optymistami. Mogłam tylko patrzeć z zazdrością.

Za to odzyskałam wreszcie swój aparat. To naprawdę dobra wiadomość. Choć pewnie gorszą jest ta, że ogólnie panująca wilgoć miała wpływ na jego kiepską kondycję. Ale cóż, gdybym miała robić zdjęcia tylko w suche dni, nie potrzebowałabym aparatu wcale.

Tymczasem radzę sobie z irlandzka aurą "uniwersalnie" - w torebce mam zawsze parasolkę i okulary przeciwsłoneczne. I wierzcie, lub nie, ale dość często używam ich jednocześnie.
________________________________________
krokodyle 2009-08-12 16:12:36 skomentuj (0)
co usłyszał Gerwazy
- Wiesz, niemożliwy jesteś. Tylko jedno Ci w głowie.
- A nieprawda. Czasem myślę o jedzeniu.
________________________________________
krokodyle 2009-08-10 14:08:18 skomentuj (0)

closest
panerai
carol
fru
karmelowa
kolega

wędruję
spinacze
w-z
margot
soltera
myszy
weronika
aa2
maginezja
Profesjonalne bezpłatne statystyki www